czwartek, 28 listopada 2013

Nie czuję nic, jestem obojętna na wszystko.
Bezradność wyeliminowała motywację, a cel zastąpiła pustka. 
Czym jest miłość? Przywiązaniem, uwielbieniem, ale też po części pociągiem fizycznym do drugiej osoby? A więc równie dobrze można uznać, że takie uczucie nie istnieje, że to tylko bardziej odczuwalne emocje razem z tęsknotą... 
Mam burdel w głowie, jest tam taki nieporządek... wiem, co gdzie schować, ale nie wiem od czego zacząć, żeby było najprościej. 
Właściwie to się obawiam końca semestru, chemia i fizyka niszczą moje, i tak już beznadziejne, życie. 
Nie dosyć, że po powrocie do domu zostaje mi i tak już bardzo mało wolnego czasu, to teraz będę musiała to przeznaczyć na ogarnięcie czegoś, co i tak już z góry spisane jest na straty. Tak, nadzieja jest moją matką, bo jestem głupia. 

+miałam, kurwa mać, ćwiczyć codziennie. Spalić kilogramy, które sprawiają, że nie lubię siebie, swojego ciała, że trudno mi być pewną siebie... Jednak gdy widzę czekoladę, to zapominam o wszystkim. 

5 komentarzy:

  1. Czekolada lekarstwem na każde zło, nawet jeśli przez to zyskujemy dodatkowe znienawidzone kilogramy. ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. fajnie, ze napisalas. jesteś na biol-chemie?

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny post :) http://ciasteczkowyp.pinger.pl/ zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czemu nie ma nowych postow, cos sie stalo? Czekamy z niecierpliwoscia. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń