Nie czuję nic, jestem obojętna na wszystko.
Bezradność wyeliminowała motywację, a cel zastąpiła pustka.
Czym jest miłość? Przywiązaniem, uwielbieniem, ale też po części pociągiem fizycznym do drugiej osoby? A więc równie dobrze można uznać, że takie uczucie nie istnieje, że to tylko bardziej odczuwalne emocje razem z tęsknotą...
Mam burdel w głowie, jest tam taki nieporządek... wiem, co gdzie schować, ale nie wiem od czego zacząć, żeby było najprościej.
Właściwie to się obawiam końca semestru, chemia i fizyka niszczą moje, i tak już beznadziejne, życie.
Nie dosyć, że po powrocie do domu zostaje mi i tak już bardzo mało wolnego czasu, to teraz będę musiała to przeznaczyć na ogarnięcie czegoś, co i tak już z góry spisane jest na straty. Tak, nadzieja jest moją matką, bo jestem głupia.
+miałam, kurwa mać, ćwiczyć codziennie. Spalić kilogramy, które sprawiają, że nie lubię siebie, swojego ciała, że trudno mi być pewną siebie... Jednak gdy widzę czekoladę, to zapominam o wszystkim.
Czekolada lekarstwem na każde zło, nawet jeśli przez to zyskujemy dodatkowe znienawidzone kilogramy. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
fajnie, ze napisalas. jesteś na biol-chemie?
OdpowiedzUsuńświetny post :) http://ciasteczkowyp.pinger.pl/ zapraszam do mnie :)
OdpowiedzUsuńCzemu nie ma nowych postow, cos sie stalo? Czekamy z niecierpliwoscia. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńłooo zajebiste ;)
OdpowiedzUsuńzapraszam ;*