Wystarczyły 2 sekundy.
2 sekundy co do upewnienia się, że to naprawdę Ty.
Dwie sekundy, które zaburzyły stabilność mojego życia.
Dwie sekundy, aby zmiękły moje nogi, a serce zadrżało.
Dwie sekundy, aby każdy następny wieczór wypełniały wspomnienia.
Przez dwie sekundy zlały się na mnie wszystkie uczucia, które poznawałam miesiącami.
Przez dwie sekundy zaatakowały mnie troski, które znosiłam latami.
Budowałam ten mur 4 lata.
Wystarczyły 2 sekundy, aby został z niego pył.
Mój transcendentny świat.
czwartek, 31 sierpnia 2017
środa, 17 lutego 2016
Cześć!
Po około 3 latach wracam z pytaniem.
Czy znajdzie się ktoś, kto chętnie powróciłby do czytania moich wpisów?
Czy znajdzie się ktoś, kto chętnie powróciłby do czytania moich wpisów?
sobota, 25 stycznia 2014
Czuje się jak nic....
Nie. Czuje się gorzej.
Jestem pustką, jestem jednym wielkim zerem, a nawet czymś gorszym.
Moje nieszczęśliwe życie... Zawsze na nie narzekałam.
Podobno to jest właśnie najgorsze - poczucie niespełnienia.
Ostatnie dni nauczyły mnie, że jest coś o wiele gorszego.
Dostać to, czego chciałeś, stały uśmiech na twarzy, szczęście widoczne w Twoich oczach.
Jednym słowem - promieniejesz.
Każdy dzień zaczyna się od myśli o osobie, którą kochasz.
Czujesz się bezpieczna, wiesz, że zawsze on będzie.
Jest pięknie.
Każda noc razem, obydwoje pogrążeniu w niepoprawnej miłości.
Dopełniają się nawzajem, każdym słowem.
Obydwoje swoimi ideałami, marzą o sobie.
Pochłaniają swoje słowa, nigdy nie mając ich dość.
Tęsknota rozwalająca serca, którą nazywam poetyckim uczuciem.
Chęć bycia przy sobie, większa niż odległość między Ziemią i Księżycem.
I nagle ten czar prysł...
Nie ma już tego.
Nie ma niczego.
Nie ma Jego.
Umarła cząstka mnie.
I każdego kolejnego dnia, w którym jego nie ma, umiera kolejna...
Trzęsę się, tak strasznie się boję.
Boję się tego, że już nigdy nie będę tak samo szczęśliwa.
A wiem, że dopóki nie wróci, to nie będę już tą samą osobą.
Bardziej wolałabym, żeby chciał, abym zapomniała.
Aby te cholerne dni milczenia były spowodowane odwykiem...
Niestety. Coraz bardziej się boję o to, że już nie wróci.. nie tylko do mnie.
Nie. Czuje się gorzej.
Jestem pustką, jestem jednym wielkim zerem, a nawet czymś gorszym.
Moje nieszczęśliwe życie... Zawsze na nie narzekałam.
Podobno to jest właśnie najgorsze - poczucie niespełnienia.
Ostatnie dni nauczyły mnie, że jest coś o wiele gorszego.
Dostać to, czego chciałeś, stały uśmiech na twarzy, szczęście widoczne w Twoich oczach.
Jednym słowem - promieniejesz.
Każdy dzień zaczyna się od myśli o osobie, którą kochasz.
Czujesz się bezpieczna, wiesz, że zawsze on będzie.
Jest pięknie.
Każda noc razem, obydwoje pogrążeniu w niepoprawnej miłości.
Dopełniają się nawzajem, każdym słowem.
Obydwoje swoimi ideałami, marzą o sobie.
Pochłaniają swoje słowa, nigdy nie mając ich dość.
Tęsknota rozwalająca serca, którą nazywam poetyckim uczuciem.
Chęć bycia przy sobie, większa niż odległość między Ziemią i Księżycem.
I nagle ten czar prysł...
Nie ma już tego.
Nie ma niczego.
Nie ma Jego.
Umarła cząstka mnie.
I każdego kolejnego dnia, w którym jego nie ma, umiera kolejna...
Trzęsę się, tak strasznie się boję.
Boję się tego, że już nigdy nie będę tak samo szczęśliwa.
A wiem, że dopóki nie wróci, to nie będę już tą samą osobą.
Bardziej wolałabym, żeby chciał, abym zapomniała.
Aby te cholerne dni milczenia były spowodowane odwykiem...
Niestety. Coraz bardziej się boję o to, że już nie wróci.. nie tylko do mnie.
czwartek, 9 stycznia 2014
Nie można pić herbaty i kawy jednocześnie.
Tak samo, jak często nie można mieć dwóch rzeczy na raz...
Nie jest dobrze, znów pogłębiam się w tym smutku, poczuciu samotności. Znów nie chce tego zmieniać, nie mam nawet na to siły.
Brakuje mi kogoś obok, ale jednocześnie nie potrafię się zaangażować, obawiam się związku.
Męczy mnie ten schemat, którym jest każdy kolejny dzień, ale też nie chce tego zmieniać, bo nie umiem podjąć ryzyka, boję się nieznanego. Kocham samotne wieczory, tak samo, jak to uczucie, które wypala mi coś w środku, gdzieś w okolicach klatki piersiowej... Jednocześnie nie potrafię się z tym wszystkim pogodzić. Tak, jestem popieprzona na tysiąc sposobów.
Chciałabym Cię mieć, tutaj obok.
Spojrzeć w Twoje oczy, podejść z uśmiechem..
Wtulić się w Ciebie, by zobaczyć jak to jest mieć cały swój świat w ramionach.
Pocałować, przylegając całym ciałem do Ciebie, mocno, by mieć pewność, że to nie złudzenie.
Lekko przegryźć Twoją wargę, mieć Cię dla siebie.
Tak samo, jak często nie można mieć dwóch rzeczy na raz...
Nie jest dobrze, znów pogłębiam się w tym smutku, poczuciu samotności. Znów nie chce tego zmieniać, nie mam nawet na to siły.
Brakuje mi kogoś obok, ale jednocześnie nie potrafię się zaangażować, obawiam się związku.
Męczy mnie ten schemat, którym jest każdy kolejny dzień, ale też nie chce tego zmieniać, bo nie umiem podjąć ryzyka, boję się nieznanego. Kocham samotne wieczory, tak samo, jak to uczucie, które wypala mi coś w środku, gdzieś w okolicach klatki piersiowej... Jednocześnie nie potrafię się z tym wszystkim pogodzić. Tak, jestem popieprzona na tysiąc sposobów.
Chciałabym Cię mieć, tutaj obok.
Spojrzeć w Twoje oczy, podejść z uśmiechem..
Wtulić się w Ciebie, by zobaczyć jak to jest mieć cały swój świat w ramionach.
Pocałować, przylegając całym ciałem do Ciebie, mocno, by mieć pewność, że to nie złudzenie.
Lekko przegryźć Twoją wargę, mieć Cię dla siebie.
czwartek, 28 listopada 2013
Nie czuję nic, jestem obojętna na wszystko.
Bezradność wyeliminowała motywację, a cel zastąpiła pustka.
Czym jest miłość? Przywiązaniem, uwielbieniem, ale też po części pociągiem fizycznym do drugiej osoby? A więc równie dobrze można uznać, że takie uczucie nie istnieje, że to tylko bardziej odczuwalne emocje razem z tęsknotą...
Mam burdel w głowie, jest tam taki nieporządek... wiem, co gdzie schować, ale nie wiem od czego zacząć, żeby było najprościej.
Właściwie to się obawiam końca semestru, chemia i fizyka niszczą moje, i tak już beznadziejne, życie.
Nie dosyć, że po powrocie do domu zostaje mi i tak już bardzo mało wolnego czasu, to teraz będę musiała to przeznaczyć na ogarnięcie czegoś, co i tak już z góry spisane jest na straty. Tak, nadzieja jest moją matką, bo jestem głupia.
+miałam, kurwa mać, ćwiczyć codziennie. Spalić kilogramy, które sprawiają, że nie lubię siebie, swojego ciała, że trudno mi być pewną siebie... Jednak gdy widzę czekoladę, to zapominam o wszystkim.
Bezradność wyeliminowała motywację, a cel zastąpiła pustka.
Czym jest miłość? Przywiązaniem, uwielbieniem, ale też po części pociągiem fizycznym do drugiej osoby? A więc równie dobrze można uznać, że takie uczucie nie istnieje, że to tylko bardziej odczuwalne emocje razem z tęsknotą...
Mam burdel w głowie, jest tam taki nieporządek... wiem, co gdzie schować, ale nie wiem od czego zacząć, żeby było najprościej.
Właściwie to się obawiam końca semestru, chemia i fizyka niszczą moje, i tak już beznadziejne, życie.
Nie dosyć, że po powrocie do domu zostaje mi i tak już bardzo mało wolnego czasu, to teraz będę musiała to przeznaczyć na ogarnięcie czegoś, co i tak już z góry spisane jest na straty. Tak, nadzieja jest moją matką, bo jestem głupia.
+miałam, kurwa mać, ćwiczyć codziennie. Spalić kilogramy, które sprawiają, że nie lubię siebie, swojego ciała, że trudno mi być pewną siebie... Jednak gdy widzę czekoladę, to zapominam o wszystkim.
niedziela, 10 listopada 2013
Jezu, jak strasznie ciężko jest mi przestać przejmować się na zapas. Już dziś po przebudzeniu nie dawał mi spokoju fakt, że we wtorek muszę iść znów do szkoły... tak bardzo mi się nie chce, jestem zmęczona już tym wszystkim. Tą ciągłą monotonią, cholernym schematem, który rozpoczyna się każdego kolejnego dnia... Chciałabym w mym życiu jakiejś pozytywnej odmiany, tego właśnie mi brak! Choć dziś dzień zleciał mi przyjemnie, to ja czuję się nienasycona i to mnie irytuje - nie potrafię cieszyć się z drobiazgów, a gdy coś nieznaczącego mi się wydarzy, to przeżywam to dość mocno. Drażni mnie moja osoba i choć to wydaje się transcendentne, to takie właśnie mam odczucia wobec samej siebie... Wracając do transcendencji, bo zapewne wiele z Was nie spotkało się z tym słowem bliżej, niż tylko poprzez przeczytanie nagłówka mojego bloga. Określenia tego się używa, gdy coś przekracza ludzkie rozumowanie, gdy jest paradoks bez kompromisu, rozumiecie? Takie jest właśnie moje życie, transcendentne. Wiele rzeczy, które się w nim dzieje, przekracza nawet moje rozumowanie, choć jest to trochę specyficzne, to nie znaczy, że nieprawdziwe. Chciałabym dla odmiany zacząć na zapas się cieszyć, wtedy życie byłoby o wiele mniej skomplikowane i bardziej kolorowe. Jednak skończyły się czasy, w których miałam powody do tego, aby optymistycznie odbierać świat, dojrzałam, a wraz z tym widzę o wiele więcej zła, które czai się wszędzie, dlatego właśnie nazywam siebie realistką, bo życie mnie zepsuło Stąd mój podpis "atuspez.' (zagadka dla bystrych!).
sobota, 9 listopada 2013
Czekałam na autobus, wykończona po ciężkim dniu w szkole. I wtedy zobaczyłam Go, nie wiem skąd to się bierze, ale samo Jego spojrzenie sprawia, że gotuje się w środku, a na mojej twarzy pojawia się automatyczny uśmiech. Pewna tego, że jak codziennie miniesz mnie, mówiąc jedynie "cześć", po którym w mojej głowie zapanuje chaos, a ja poczuję się cholernie nienasycona, zadziwiasz mnie zupełną zmianą. Podchodzisz, sprawiając, że wiem już, iż myliłam się myśląc, że zapomnę.
Sztywnieje cała, od czubka głowy, do końca stopy - sparaliżowana Twoimi oczami, miałam wrażenie, że pochłaniasz mnie nimi całą. I wtedy otwierasz usta, a dla mnie było nie lada wyzwaniem wyjść z tego nietrzeźwego stanu i skupić się na tym, co mówisz.
A Ty, widząc moją reakcję uroczo się uśmiechnąłeś, wziąłeś za rękę i zaprowadziłeś do miejsca, które niby było mi znajome. Usiedliśmy i rozmawialiśmy, było ciemno, a my byliśmy sami. Czułam się przy nim nadzwyczajnie bezpiecznie i to było dziwne, ponieważ nie znałam go zbyt dobrze. I nagle zamilkliśmy. Choć ktoś mógłby powiedzieć, że mrok nie mógł pozwolić nam na to, byśmy widzieli swoje oczy, to było inaczej. Czułam jego spojrzenie na sobie, sama na niego zerkając. Jego brązowe oczy są dla mnie głębią, w którą chciałabym się zaprzepaścić. Nagle się do mnie przesunął, uchylił głowę lekko w bok i ręką ujął moją szyję, a ustami obdarował mnie najbardziej namiętnym i niezapomnianym pocałunkiem, jaki w życiu doznałam. W brzuchu czułam narastający ścisk, a w uszach szum, krew szalenie tętniła mi w żyłach, a Ty oznajmiłeś, że zawsze pragnąłeś to zrobić.
ale lepiej się obudzić niż spać. Obudziła mnie okropna prawda, a każdy kolejny dzień jest jeszcze bardziej pusty i beznamiętny, niż poprzedni...
Sztywnieje cała, od czubka głowy, do końca stopy - sparaliżowana Twoimi oczami, miałam wrażenie, że pochłaniasz mnie nimi całą. I wtedy otwierasz usta, a dla mnie było nie lada wyzwaniem wyjść z tego nietrzeźwego stanu i skupić się na tym, co mówisz.
A Ty, widząc moją reakcję uroczo się uśmiechnąłeś, wziąłeś za rękę i zaprowadziłeś do miejsca, które niby było mi znajome. Usiedliśmy i rozmawialiśmy, było ciemno, a my byliśmy sami. Czułam się przy nim nadzwyczajnie bezpiecznie i to było dziwne, ponieważ nie znałam go zbyt dobrze. I nagle zamilkliśmy. Choć ktoś mógłby powiedzieć, że mrok nie mógł pozwolić nam na to, byśmy widzieli swoje oczy, to było inaczej. Czułam jego spojrzenie na sobie, sama na niego zerkając. Jego brązowe oczy są dla mnie głębią, w którą chciałabym się zaprzepaścić. Nagle się do mnie przesunął, uchylił głowę lekko w bok i ręką ujął moją szyję, a ustami obdarował mnie najbardziej namiętnym i niezapomnianym pocałunkiem, jaki w życiu doznałam. W brzuchu czułam narastający ścisk, a w uszach szum, krew szalenie tętniła mi w żyłach, a Ty oznajmiłeś, że zawsze pragnąłeś to zrobić.
ale lepiej się obudzić niż spać. Obudziła mnie okropna prawda, a każdy kolejny dzień jest jeszcze bardziej pusty i beznamiętny, niż poprzedni...
Subskrybuj:
Posty (Atom)