Czuje się jak nic....
Nie. Czuje się gorzej.
Jestem pustką, jestem jednym wielkim zerem, a nawet czymś gorszym.
Moje nieszczęśliwe życie... Zawsze na nie narzekałam.
Podobno to jest właśnie najgorsze - poczucie niespełnienia.
Ostatnie dni nauczyły mnie, że jest coś o wiele gorszego.
Dostać to, czego chciałeś, stały uśmiech na twarzy, szczęście widoczne w Twoich oczach.
Jednym słowem - promieniejesz.
Każdy dzień zaczyna się od myśli o osobie, którą kochasz.
Czujesz się bezpieczna, wiesz, że zawsze on będzie.
Jest pięknie.
Każda noc razem, obydwoje pogrążeniu w niepoprawnej miłości.
Dopełniają się nawzajem, każdym słowem.
Obydwoje swoimi ideałami, marzą o sobie.
Pochłaniają swoje słowa, nigdy nie mając ich dość.
Tęsknota rozwalająca serca, którą nazywam poetyckim uczuciem.
Chęć bycia przy sobie, większa niż odległość między Ziemią i Księżycem.
I nagle ten czar prysł...
Nie ma już tego.
Nie ma niczego.
Nie ma Jego.
Umarła cząstka mnie.
I każdego kolejnego dnia, w którym jego nie ma, umiera kolejna...
Trzęsę się, tak strasznie się boję.
Boję się tego, że już nigdy nie będę tak samo szczęśliwa.
A wiem, że dopóki nie wróci, to nie będę już tą samą osobą.
Bardziej wolałabym, żeby chciał, abym zapomniała.
Aby te cholerne dni milczenia były spowodowane odwykiem...
Niestety. Coraz bardziej się boję o to, że już nie wróci.. nie tylko do mnie.
sobota, 25 stycznia 2014
czwartek, 9 stycznia 2014
Nie można pić herbaty i kawy jednocześnie.
Tak samo, jak często nie można mieć dwóch rzeczy na raz...
Nie jest dobrze, znów pogłębiam się w tym smutku, poczuciu samotności. Znów nie chce tego zmieniać, nie mam nawet na to siły.
Brakuje mi kogoś obok, ale jednocześnie nie potrafię się zaangażować, obawiam się związku.
Męczy mnie ten schemat, którym jest każdy kolejny dzień, ale też nie chce tego zmieniać, bo nie umiem podjąć ryzyka, boję się nieznanego. Kocham samotne wieczory, tak samo, jak to uczucie, które wypala mi coś w środku, gdzieś w okolicach klatki piersiowej... Jednocześnie nie potrafię się z tym wszystkim pogodzić. Tak, jestem popieprzona na tysiąc sposobów.
Chciałabym Cię mieć, tutaj obok.
Spojrzeć w Twoje oczy, podejść z uśmiechem..
Wtulić się w Ciebie, by zobaczyć jak to jest mieć cały swój świat w ramionach.
Pocałować, przylegając całym ciałem do Ciebie, mocno, by mieć pewność, że to nie złudzenie.
Lekko przegryźć Twoją wargę, mieć Cię dla siebie.
Tak samo, jak często nie można mieć dwóch rzeczy na raz...
Nie jest dobrze, znów pogłębiam się w tym smutku, poczuciu samotności. Znów nie chce tego zmieniać, nie mam nawet na to siły.
Brakuje mi kogoś obok, ale jednocześnie nie potrafię się zaangażować, obawiam się związku.
Męczy mnie ten schemat, którym jest każdy kolejny dzień, ale też nie chce tego zmieniać, bo nie umiem podjąć ryzyka, boję się nieznanego. Kocham samotne wieczory, tak samo, jak to uczucie, które wypala mi coś w środku, gdzieś w okolicach klatki piersiowej... Jednocześnie nie potrafię się z tym wszystkim pogodzić. Tak, jestem popieprzona na tysiąc sposobów.
Chciałabym Cię mieć, tutaj obok.
Spojrzeć w Twoje oczy, podejść z uśmiechem..
Wtulić się w Ciebie, by zobaczyć jak to jest mieć cały swój świat w ramionach.
Pocałować, przylegając całym ciałem do Ciebie, mocno, by mieć pewność, że to nie złudzenie.
Lekko przegryźć Twoją wargę, mieć Cię dla siebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)